Chapter Text
Hubert nigdy nie rozumiał seriali i kreskówek o sztuce. Przecież nie było możliwe, że w prawdziwym życiu ktokolwiek popadał w wielkie szały rysowania pod wpływem weny, mając potem zero rekolekcji swojego procesu. Nikt nie wpadał w kolory obrazu jedynie się na niego patrząc, lub nie gubił się w kreskach stawianych na papierze. Było to po prostu nierealistyczne. I Hubert nie mówił tak tylko dlatego, że raz w życiu miał jakieś dalekie spotkanie ze sztuką, bez prawdziwego doświadczenia. Wręcz przeciwnie. Hubert mógł powiedzieć wszystko o rysowaniu i malarstwie co tylko dusza zapragnie, jednak nigdy nie czuł on takiego porwania sztuką, jakie było przedstawiane w mediach.
Nawet teraz, siedząc przed sztalugą z kawałkiem węgla w ręce, nie topił się w liniach które stawiał na papierze. I to nie tak, że nie lubił on rysować. Hubert był duszą artystyczną jakich mało, jednak zdecydowanie bardziej pociągała go prostota i czystość kresek, niż kolorystyczny wyraz, na który stawiali niektórzy artyści. Podejrzewał on, że właśnie dlatego był teraz na Architekturze, a nie studiował Sztuk Pięknych na jakimś krajowym uniwersytecie. Jego rodzice też zdawali się bardziej zadowoleni z tego wyboru, zwracając uwagę na to, że zgodzili się zapłacić za apartament poza kampusowym akademikiem,
Hubert odłożył węgiel na małą półeczkę, pod swoim blokiem papieru i odchylił głowę do tyłu, przeciągając się. Coś strzeliło mu w kręgosłupie, więc szybko poderwał ją z powrotem.
– Uważaj, bo coś sobie złamiesz – powiedziała Kamila, siedząca z jego prawej strony. Ona też odłożyła swoje przybory do rysowania.
– Na spokojnie. Nic mi nie będzie – odpowiedział jej Hubert, uśmiechając się lekko. – Skończyłaś już?
– Już dawno. Teraz tylko siedzę i detale wykańczam.
– No to nie skończyłaś.
– Jeden pies – stwierdziła dziewczyna, wzruszając ramionami. Wstała od swojej sztalugi, zbierając pozostałe resztki węgla i ołówków. – Idziesz z nami dzisiaj do “Hahu”? Reszta pytała się, kiedy w końcu wyjdziesz ze swojej jaskini i raczysz do nas dołączyć. Picie bez ciebie to jednak nie to samo.
Hubert także wstał i spakował swoje rzeczy do torby, jedynie kartkę wkładając do teczki. – Może zajrzę do was na chwilę.
– Jak to na chwilę? Skoro idziesz, to masz być od samego początku.
– No dobra, ale w takim razie nie płacę za wejście.
– Jak chcesz – Kamila zarzuciła sobie plecak i skierowała się do wyjścia. – Borys napewno z chęcią wystawi za ciebie kasę.
– Miejmy nadzieję. Jak nie, to zostawiam was pod tym klubem samych – stwierdził Hubert, zbierając swoje rzeczy i wraz z dziewczyną wyszli z sali.
Jednak zanim jakiekolwiek klubowanie mogło się odbyć, Hubert musiał wrócić do swojego mieszkania. Pożegnał się więc chwilowo z Kamilą i sam wybrał się w stronę zaparkowanego pod szkołą auta. Ono też było – oczywiście – opłacone przez jego rodziców, albo raczej pożyczone na czas, w którym byli oni za granicą. W normalne dni Hubert musiał na studia jeździć autobusem, jednak jak tylko udostępniło się auto jego ojca, wyjechał on nim z pod rodzinnego domu i zaczął zabierać się na uczelnię.
Wsiadł on do tego czarnego jeepa i wrzucił swoje rzeczy na tylne siedzenie. Potem włożył kluczyki do stacyjki i odpalił silnik, wyjeżdżając z terenu kampusu. Nie mieszkał daleko, więc po około sześciu minutach, znalazł się na miejscu. Przejście od parkingu do mieszkania też nie było długie. Hubert wszedł tylko dwa piętra do góry i odkluczył drzwi, od razu rzucając się na kanapę w salonie, jeśli można było ten pokój salonem nazwać.
Był to bardziej salon połączony z kuchnią i sypialnią jednocześnie. Kanapa, znajdująca się w prawym rogu pod balkonem, była w stałym stanie “łóżko”, gdyż Hubert był zbyt leniwy, żeby kiedykolwiek ją składać. W całym mieszkaniu, jedyne pomieszczenie, które było tak naprawdę osobno, to toaleta. Jednak chłopak nie potrzebował wiele więcej do szczęścia. Wręcz mu pasowało, że nie mieszka w apartamencie, który liczy szesnaście nikomu nie potrzebnych pokoi. Jego znajomi zawsze mogli spać na podłodze, w końcu miał zapasowy materac i kołdrę. Posiadanie dodatkowej sypialni, tylko dla gości, byłoby przesadą, na którą – według Huberta – mieli pieniądze tylko naprawdę bogaci ludzie.
Dopiero po dobrych dwudziestu minutach chłopak podniósł się z kanapo–łóżka, decydując, że musi zacząć się szykować na wyjście ze znajomymi. Trochę narzekał w myślach na to, jak późno wyszedł ze studiów, nie zostawiając sobie prawie czasu na odpoczynek po męczącym dniu, ale tak to jest, jak się zalega z trzema różnymi projektami i trzeba je dokańczać po godzinach.
Z szafy Hubert wyjął jakiś losowy t–shirt, decydując się zostać w tych samych spodniach, w których chodził cały dzień. Nie był on w końcu jakimś guru mody i nikt tego od niego nie wymagał. Wielu innych kolesi ubierało się w dokładnie ten sam sposób, więc chłopak zakładał, że coś musiało w tym być. Nigdy nie próbował on eksperymentować z modą, jak niektórzy, ale czuł się komfortowo w swoim obecnym stylu. Dodatkowo, nikt mu nigdy nie powiedział, że ubiera się źle, więc raczej nie miał o co się bać.
Z innych rzeczy, zdecydował się zabrać ze sobą niewiele więcej niż telefon i portfel, które zmieściły się na luzie w jego kieszeniach. Potem tylko popsikał się jeszcze jakimś dezodorantem i wyszedł z mieszkania.
***
Hubert dotarł do klubu nieco przed dwudziestą pierwszą i zaparkował niedaleko wejścia. Patrząc przez swoją przednią szybę już widział grupę, do której miał prawdopodobnie miał dołączyć, co potwierdziło się, kiedy Kamila wyszła przed wszytkich, machając do niego. Chłopak więc opuścił auto, zamykając je i podszedł do nich.
– Miło, że jednak do nas dołączyłeś – powiedziała dziewczyna, witając się z nim.
– Nie mogłem odmówić darmowemu klubowaniu – powiedział Hubert w tym samym momencie, w którym Borys wyjrzał zza reszty grupy.
– Ja powiedziałem, że kupię ci tylko wejściówkę. Nikt nic nie mówił o darmowych drinkach.
– Oj biedactwo – Kamila poklepała go po ramieniu. – I tak zawsze pod koniec nocy stawiasz kolejki całemu klubowi, więc lepiej się nie odzywaj.
– To jak – zapytał Hubert, – wchodzimy?
– Za tobą – powiedział Borys, przepuszczając przyjaciela przez całą grupę do wejścia.
***
Po około godzinie klubowania Hubert był już nieźle wstawiony. Nie doszło jeszcze do momentu, w którym nie mógł się utrzymać prosto na nogach, ale kręciło mu się w głowie od dobrych piętnastu minut. Mimo iż lubił on wypić, miał bardzo słabą głowę, na co często zwracano mu uwagę. Najczęściej podczas śmiania się z niego. Jednak nie była to jego wina, że jego ciało po prostu nie chciało się przyzwyczaić do przyjmowania alkoholu w większych ilościach. Kamila kiedyś mu powiedziała, że powinien iść sprawdzić, czy nie ma jakiejś alergii, jednak Hubert nie uważał, że było to aż tak poważne.
– Jak tam się bawisz? – zagadał do niego Borys, z piwem w ręce. – Czy się dziecie odzwyczaiło od balowania w weekendy?
– Wy wszyscy serio przesadzacie – chłopak machnął ręką na kolegę, schodząc ze stołka barowego na którym na razie siedział.
– Minęła dopiero godzina, stary. A ty już ledwo się trzymasz – stwierdził brunet, mierząc Huberta wzrokiem. – Jak coś ci się stanie, to ani ja ani Kamila nie będziemy za to odpowiedzialni.
– Bez obaw. Nic mi nie będzie.
– Taką mam nadzieję – Borys pokiwał głową. – Żebyś potem nie skończył w karetce, jak to było ostatnio – powiedział, na co Hubert mocno się skrzywił.
Zanim zaczęły się egzaminy semestralne na jego uczelni, po raz ostatni wyszedł on z ekipą do klubu, żeby trochę się zabawić. Byli tam trochę dłużej niż chłopak się spodziewał, więc skutkiem było przyjęcie zdecydowanie większej ilości alkoholu niż zwykle. Ktoś mu coś podał, ktoś coś zamówił i jedno z drugim się złączyło, powodując agresywne zatrucie, które dopadło go na środku klubu. Właściciel wezwał wtedy dla niego karetkę i Hubert musiał spędzić dobre kilka dni na kroplówce, gdyż jego żołądek nie mógł przyjmować żadnego solidnego jedzenia. Teraz, kiedy było to tylko wspomnienie, potrafił on przyznać, że nie był to jego najdumniejszy moment. A jeśli miał być w 100% szczery, to wolałby niczego nie pamiętać i nie odnosiło się to tylko do tego, że nadal wiedział, jakie uczucie towarzyszyło mu przez całą noc w szpitalu.
– Aż tak źle nie będzie – zapewnił Borysa. – Już nigdy więcej sobie tego nie zrobię.
– No ja myślę. Nawet nie jestem pewny, czy twoje ubezpieczenie pokryje taki wybryk po raz drugi – brunet pokręcił głową. – Potem mnie ludzie pytają, czy jesteś alkoholikiem.
– Serio? – Hubert był zdziwiony, ale jego przyjaciel już odwrócił się i zaczął iść w drugą stronę. – Ale tak na poważnie?
Borys tylko pomachał mu tylko ręką przez ramię i zniknął w tłumie ludzi, którzy wypełniali klub po brzegi, skoro godzina była już bliżej północy niż dalej. Chłopak pokręcił tylko głową na swój marny los i odwrócił się z powrotem w stronę baru, zamawiając sobie kilka shotów. Szybko je w siebie wlał, odchodząc, w celu znalezienia Kamili. Dziewczyna zdawała się zdecydowanie lepszym towarzystwem niż paranoidalny Borys lub masa nieznajomych.
Zaczął on przebijać się przez tłum, mając wrażenie, że ludzie specjalnie zastępują mu drogę. Kilka osób wpadło na niego, wytrącając go z równowagi, jednak chłopak dzielnie trzymał się na nogach i parł dalej do przodu.
Klub, w którym byli, został zbudowany w taki sposób, żeby w każdej sali można było posłuchać i się bawić do innej muzyki. Z jednej strony był to dobry pomysł, jednak wstawiony Hubert uważał, że było to najgorsze, co można było zrobić. Wszystkie sale i podziemne korytarze zlewały mu się w jeden zadymiony, mokry tunel, który był prawie niemożliwy do nawigowania. Kilka razy skończył on w tej samej sali disco, gdzie w kółko leciały piosenki ABBY i jak na początku całkiem nieźle się bawił, to teraz wiedział, że jak jeszcze raz usłyszy “Dancing Queen” to po prostu padnie twarzą na oblaną alkoholem ziemię i się rozpłacze. I to nie tak, że Hubert normalnie miał takie mocne emocje związane z muzyką, jednak po kilku piwach zaczynał się on robić rozdrażniony. (Szczególnie, kiedy czuł się bezsilny)
Kamili było ani widu ani słychu, tak samo jak kogokolwiek z większej grupy ludzi, z którą tutaj przyszli. Chłopak czuł się tak, jakby wszyscy specjalnie przechodzili z sali do sali, tylko po to, żeby go zgubić. Nie było to świetne uczucie, zwracając uwagę na to, że nieznajomych, którzy napływali do klubu z korytarza na korytarz było coraz więcej i Hubert bał się, że do końca nocy nie znajdzie nikogo, kogo chociaż trochę kojarzy.
I właśnie wtedy, kiedy jego nadzieja znikała, zobaczył on kawałek zamykających gdzieś, mocno kręconych blond włosów. Jego serce podskoczyło w nadziei, wiedząc, że tylko jedna dziewczyna dzisiaj w klubie miała rozjaśnione włosy o tej niecodziennej teksturze.
– Kamila! – zawołał więc Hubert, zwiększając wigor, z jakim przeciskał się przez tłum. Wyciągnął on też rękę nad wszystkich ludzi, żeby dziewczynie było łatwiej go zauważyć. Bycie wysokim miało swoje plusy. – Zaczekaj na mnie! – zawołał jeszcze raz, kiedy ponownie zobaczył przebłysk blond włosów.
Przyspieszył trochę kroku, wychodząc z korytarza na kolejną salę, gdzie w końcu zobaczył całą Kamilę i jeszcze raz krzyknął jej imię. Tym razem dziewczyna w końcu go usłyszała i odwróciła się w jego stronę, machając. Hubert też pomachał, z szerokim uśmiechem na twarzy, szczęśliwy, że jednak go jego znajomi nie unikali, albo nie opuścili klubu bez niego.
Przeszedł on więc przez wszystkich ludzi na parkiecie i dostał się do dziewczyny, chwytając ją za rękę. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię znalazłem.
– No widzę właśnie – zaśmiała się, ściskając jego dłoń. – Czyżby Borys zostawił cię samego?
– Powiedział coś o alkoholizmie i zniknął mi w tłumie – powiedział Hubert z irytacją w głosie. – A wcześniej sam mówił, że muszę uważać. To mnie zostawia przy barze z nieznajomymi.
– No, nie jesteś dzieckiem, żeby cię trzeba było uczyć o Stranger Danger, czyż nie?
– W teorii tak, ale wiesz. W klubach wszystko może się stać. W szczególności w “Hahu”. A potem mi nie pozwalacie pić, bo narzekacie, że za szybko się upijam.
– To akurat prawda – stwierdziła Kamila, – upijasz się zdecydowanie za szybko – tutaj zmierzyła go wzrokiem. – O tym mówiąc… trzymasz się jeszcze?
Hubert wyrzucił ręce do nieba. – Oczywiście, że tak. Inaczej bym z tobą nie rozmawiał.
– W sumie, wtedy byś w karetce leżał – zaśmiała się blondynka, na co chłopak poczuł przejmującą chęć uduszenia jej tu i teraz.
– Możecie przestać wszyscy o tym wspominać? Zdarzyło się tylko raz, a będziecie mi tym machać przed twarzą do końca moich dni.
– Może tylko raz i może już dawno, ale nadal prawda – dziewczyna wzruszyła ramionami. – Wiem, że chcesz o tym zapomnieć, ale dla nas? – zaczęła udawać przejętą. – Dla ludzi, którzy musieli siedzieć na stronie twojego łóżka, te agonizujące godziny… nie wiedząc, czy kiedykolwiek się obudzisz…
– Stop! – krzyknął Hubert błagającym głosem. – Przestań! Dość! – włożył on twarz w dłonie. – Ty i Borys lubicie się zachowywać tak, jakbym miotał się po ścianach.
– Bo się miotasz!
– Wcale nie!
– Tak!
– Ty mała, podła– – zaczął chłopak, podchodząc do niej bliżej. Kamila tylko pisnęła i ze śmiechem zaczęła się odsuwać. – Jak cię złapię, to już po tobie – stwierdził i już miał zacząć gonić ją przez tłum, gdy coś nagle go zatrzymało.
Zobaczył on jak Kamila obraca się w jego stronę, a z twarzy bardzo szybko znika jej uśmiech. Hubert próbował się jej zapytać, co się stało, jednak głos utknął mu w gardle, ale nie miał pojęcia dlaczego. Nic mu nie było, jednak ludzie dookoła też zaczęli się dziwnie zachowywać. Podążył on więc za wzrokiem dziewczyny, trafiając na długi przedmiot, który znajdował się przed nim.
Hubert odsunął się, żeby przyjrzeć się trochę lepiej temu, co jak myślał było swego rodzaju prętem i bardziej zobaczył niż poczuł, jak przedmiot wysuwa się z jego brzucha, sprawiając, że jego koszulka zaczęła nasiąkać czerwienią. Krótkie “Oh” wyrwało mu się z ust i z powrotem spojrzał na Kamilę, która jakby w zwolnionym tempie wyciągała ręce w jego stronę. Miał on też wrażenie, że coś mówiła, jednak jego mózg nie bardzo wiedział, co się działo.
Zarejestrował tylko mrugnięcie i już był na ziemi, widząc tylko sufit sali klubowej i burzę włosów dziewczyny, która klęczała obok niego. Poczuł on też jej ręce na swoim brzuchu, naciskające mocno. Spróbował je ściągnąć, mamrocząc coś o bólu – którego tak naprawdę nie czuł – jednak nie było to efektowne.
Cokolwiek działo się dookoła, również przestało do niego docierać. Był on w dziewięćdziesięciu procentach pewien, że nie miał zamkniętych oczu, więc ta nagła pustka była lekko przerażająca. Tylko słuch mu jeszcze został, jednak ten też był bardzo selektywny.
I dopiero, kiedy gdzieś z głośników, ponad wszystkimi przygłuszonymi głosami, znowu poleciała ABBA, Hubert dowiedział się, że z powrotem był w sali disco.
***
Hubert obudził się w szpitalu. Nie powinno go to dziwić, mając na uwadze fakt, że kiedy poprzednio był przytomny, wyciągnął sobie z brzucha pręt. Poruszył się lekko, żeby potwierdzić swoją wersję wydarzeń, przez co przeszedł go tępy ból. Chłopak doszedł do wniosku, że cała adrenalina i alkohol musiały już z niego wyjść, a to było jedyne, co sprawiało, że nawet nie poczuł, jak ów pręt wbił się w jego ciało.
Wzdrygnął się, wyobrażając sobie, jak musiało to wyglądać dla Kamili, której prawdopodobnie zafundował koszmarów do końca życia. O tym myśląc, rozejrzał się po pokoju, szukając dziewczyny, która najprawdopodobniej pojechała do szpitala z nim, żeby nadzorować jego powrót do zdrowia.
Jednak Kamili nigdzie nie było. Borysa też, co było jeszcze dziwniejsze, bo nie było żadnego powodu, dla którego oboje jego przyjaciół naraz opuściłoby pokój, w którym zdrowiał (O czym przekonał się ostatnim razem). Z jednej strony pasowała mu ta swoboda, ale w głębi duszy czuł się z nią nieswojo.
Zadecydował jednak nie podnosić się z łóżka i zaczekać, aż do jego pokoju wejdzie lekarz, pielęgniarka lub ktokolwiek, kto wytłumaczy mu, jaki był przebieg wydarzeń po tym, jak stracił przytomność. A samodzielne ruszanie się z pokoju zdawało się bardzo counter–intuitywne. Gdyż, jeśli chłopak nauczył się czegoś z seriali o lekarzach, to tego, że nie powinien się ruszać, będąc świeżo po operacji, która zostawiła mu trochę więcej niż dwa szwy na krzyż.
Teraz, kiedy wszystko rozgadał ze sobą samym, miał czas na dokładne wchłonięcie swojego otoczenia. Był to o wiele ładniejszy pokój szpitalny, niż taki, do którego był przyzwyczajony. Normalnie ściany miały dziwną żółtą tapetę z niebieską gumową wykładziną zamiast podłogi. Tutaj jednak podłoga była zwykła szara i ściany były białe. Okno po jego lewej stronie było duże, a na parapecie stała doniczka z jakimś kwiatem, którego Hubert nie potrafił nazwać. Słońce ładnie wpadało przez czyste firany, oświetlając cały pokój naturalnym światłem. Kołdra na jego łóżku też wydawała się jakaś niesamowicie wygodna. Było to aż dziwne, jaki upgrade można było dostać w szpitalu, w zamian za jedno dźgnięcie.
Hubert postanowił więc cieszyć się tymi chwilowymi luksusami. W końcu nie przenieśliby go do pokoju, za który jego ubezpieczenie nie byłoby w stanie zapłacić. Podłożył więc sobie jedną rękę pod głowę, czując, jak coś przewraca mu się w żołądku, kiedy tylko jego szwy się rozciągnęły. Jednak, kiedy ułożył się bez ruchu wszystko wróciło do normy.
Z lekką bryzą wpadającą przez uchylone okno, chłopak ponownie zasnął i drzemał tak przez dobre dwadzieścia minut, zanim ktoś gwałtownie otworzył drzwi do jego pokoju.
Hubert podskoczył na to, ze zdenerwowanym wyrazem twarzy obracając się do intruza, którego podejrzewał o bycie albo Kamilą albo Borysem. Jednak w przejściu stała jakaś starsza kobieta, którą chłopak mógł opisać tylko jako wyglądającą “bogato”. Na jej szyi znajdował się gruby naszyjnik z pereł, dopełniony kolczykami, które najprawdopodobniej były z tej samej kolekcji. Na sobie miała sweter i spódnicę z drogo wyglądającego, grubego materiału, który widziało się tylko na milionerach w telewizji, a całość była dopełniona skórzaną torebką z jakimś firmowym logiem.
Kobieta wparowała do pokoju, a za nią wszedł podobnie bogato wyglądający mężczyzna razem z pielęgniarką, która zamknęła drzwi za nimi wszystkimi. Kosztowna parka podeszła do łóżka Huberta, na co się wyprostował, zaciekawiony tym, jaki biznes ludzie z takim statusem społecznym chcieliby z nim omówić.
– Mój mały Damianku… – odezwała się kobieta, kładąc rękę na dłoni chłopaka. – Nawet nie wiesz, jak się z tatą o ciebie baliśmy. Całą noc się zamartwiałam – Hubert wzdrygnął się i odsunął od niej. Ze wszystkiego, czego mógł się spodziewać po tej parze, to było ostatnią rzeczą na liście.
– Chyba myślicie o kimś innym – powiedział, odkładając rękę kobiety. Hubert nigdy nie miał nawet znajomego o imieniu Damian, a ta pani myślała, że jego imię to Damian. Skrzywił się więc myśląc o tym, a kobieta złapała go tylko mocniej.
– Dziecko moje – dłoń, którą miała wolną, podniosła do twarzy chłopaka, – wiem, że mamy swoje różnice, jednak nie oznacza to, że przestaliśmy się o ciebie troszczyć.
– Ja– – zaczął Hubert, zdejmując jej ręce z siebie. – Naprawdę, musiała mnie Pani z kimś pomylić.
Na to mężczyźnie spochmurniała twarz, jakby zastanawiał się, jakich to kar nie sprowadzić na chłopaka, którego najwyraźniej uważał za swojego syna. Zanim się zdążył odsunąć, kobieta przyciągnęła Huberta bliżej do siebie, szepcząc mu do ucha. – Ta farsa z amnezją nie działa. Jeśli nie chcesz, żeby tata ukarał cię teraz, to zacznij płakać – i sama zaczęła ronić łzy.
Chłopak był bardzo zdezorientowany, ale kobieta kiwnęła na niego głową, jakby przejrzała wszystkie jego sztuczki. Hubert nie miał pojęcia co się właśnie działo i jeśli miał być szczery to nieźle go to przerażało.
Jacyś państwo weszli do jego pokoju szpitalnego, mówiąc o jakimś Damianie, a po Kamili i Borysie nie został żaden ślad.
Zdecydował się jednak podążyć za jej przykładem, bo lepiej było się wtopić w tło i rozwiązać wszystkie swoje problemy na spokojnie.
Hubert dyskretnie podniósł rękę do brzucha i nacisnął delikatnie na swoje szwy, tylko na tyle, żeby jego oczy się załzawiły. To zdawało się działać, gdyż mężczyzna widząc łzy “syna”, wydawał się czuć na tyle niekomfortowo, że tylko skinął w jego stronę, mrucząc coś pod nosem i wyszedł z sali. Gdy tylko tak się stało, kobieta przestała płakać i uśmiechnęła się do Huberta, jakby właśnie dokonała przekrętu stulecia. Chłopak nie oddał tego uśmiechu.
– Jak tylko tu przyjechaliśmy, to twój ojciec miał zamiar srogo cię ukarać – powiedziała, wygładzając brzegi kołdry. – Naprawdę Damian, musisz bardziej uważać, kiedy wychodzisz na miasto ze znajomymi. Ja wiem, że “studia nie są dla ciebie” – pokazała palcami w powietrzu, – ale to nie znaczy, że możesz imprezować do końca życia. Jeśli tak dalej pójdzie, to ojca nie zatrzymają nawet łzy. Wiesz ile nadziei wkłada w to, że kiedyś przejmiesz po nim firmę – kobieta westchnęła. – Chociaż ja sądzę, że już dawno powinien się poddać i po prostu pogodzić się z twoim bratem.
– Mhm – mruknął Hubert, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć na ilość informacji, jaką dostawał, o życiu innej osoby. Nie było medycznie możliwe, żeby miał amnezję, gdyż pamiętał on całe swoje życie i był na sto procent pewny, że ta kobieta nie była jego matką. Musiało się dziać coś innego, jednak żadne logiczne wytłumaczenie nie chciało mu się nasunąć. Najbliżej była zamiana ciał z owym “Damianem”, jednak takie rzeczy zdarzały się tylko w filmach.
– Przepraszam panią, ale naprawdę mnie pani z kimś pomyliła – powiedział Hubert powoli, żeby każde słowo do niej dotarło. – Nie jestem pani synem. Naprawdę.
– Damian – jej głos zmienił się z przyjaznego, w lodowaty ton, który mówił Hubertowi, że miała ona swoją rację i będzie się jej trzymać. – Może pierwszym razem przekręt na amnezję zadziałał i przyznaję, byłam zbyt zdezorientowana, żeby przez niego przejrzeć. Drugi raz jednak się nie nabiorę. Więc przestań udawać w tej chwili.
– Ale–
– Shht – syknęła, uciszając go rękoma. Zamknęła potem oczy, wyraźnie próbując się uspokoić. Wzięła kilka głębokich wdechów. – Nie ma żadnego ale.
Potem opuściła ręce, a na jej twarz wrócił ten sam przyjazny uśmiech z wcześniej.
– Odpocznij sobie trochę jeszcze – powiedziała, głaszcząc go po głowie. – Za niedługo powinien przyjść do ciebie doktor, żeby sprawdzić, jak zdrowiejesz po operacji, więc staraj się nie ruszać do tego czasu, dobrze?
Hubert pokiwał głową w ciszy i posłał jej wymuszony uśmiech, kiedy ruszyła w stronę wyjścia. Autorytet, jakim emanowała, przypominał mu tylko jego nauczycielkę od chemii z czasów liceum. Może dlatego się jej poddał bez większej walki, czego żałował teraz, gdyż jak tylko ona wróci, będzie musiał znów wykłócać się o własne istnienie. Została mu więc jedna rzecz do zrobienia, żeby móc wygrać niepodważalnym argumentem.
Jak tylko był pewny, że kobieta była wystarczająco daleko i że nikt więcej nie chciał wejść do jego pokoju, wyskoczył z łóżka. Rana po operacji zabolała nieciekawie, jednak chłopakowi nie bardzo to przeszkadzało. Jego celem było odkrycie co się działo dookoła niego.
Przeszedł się więc wpierw po pokoju, szukając swoich dokumentów, jednak niczego nie znalazł. Potem zajrzał na korytarz, na którym nie było nikogo i wyszedł, w nadziei trafienia do jakiegoś lobby, gdzie ktoś wytłumaczy mu co się dzieje. Ale kiedy tylko podszedł do biurka pielęgniarek, zaczęły one stękać coś o tym, że “Panie Damianie, nie powinien Pan jeszcze łóżka opuszczać”. Jednym słowem nie były one pomocne.
Jak tylko się ich pozbył, poszedł w głąb szpitala w poszukiwaniu chociażby jednej osoby, która wiedziałaby co się dzieje i dlaczego wszyscy mówią do niego “Damian”, bo zaczynało go to nieźle wkurzać. W końcu musieli razem z nim na podłodze klubu znaleźć portfel z jego dowodem. Tam wszystko było napisane, więc chłopak był nieźle wkurzony, że wszyscy to zignorowali. Przecież "Damian" było to dość kiepskim imieniem, przynajmniej w porównaniu do “Hubert”.
W samym szpitalu znajdowało się naprawdę mało ludzi. Hubert nie natknął się na prawie żadnego lekarza lub pielęgniarkę, nie wspominając już o innych pacjentach. Tylko raz jak wyjrzał za okno zobaczył grupę uprawiającą aerobik w basenie, który był na swego rodzaju skwerze. Z tamtąd zdawało się, że niższe piętra są o wiele żywsze, niż to, na którym przebywał. Doktorzy zdawali się tam nieustannie kręcić, tak samo jak rodziny, które oprowadzały swoich krewnych po małym parku, który znajdował się przy basenie.
Patrząc na to, Hubert westchnął i podniósł wzrok, nie mając siły myśleć o tym, dlaczego tylko jego piętro było odizolowane. Jeśli chciałby zgadywać, pewnie dotarłby do konkluzji, że bogata parka, która uważała, że jest Damianem, wykupiła całe piętro tylko dla niego, w myśli, że jest ich synem. Jednak nie ważne jak wygodnie było mu w drogim łóżku, wolałby chyba mieć z powrotem swoją tożsamość i długi, niż kilka opłaconych nocy.
Podczas tych przemyśleń, jego wzrok skupił się na szybie przed nim, w końcu porzucając patrzenie na świat poza nią i chłopak zobaczył swoje odbicie po raz pierwszy odkąd się obudził. Spodziewał się, że będzie wyglądać nieciekawie – w końcu nadział się na metalowy pręt – jednak to co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
W jego odbiciu zobaczył kogoś, kto wyglądał podobnie do niego. Może i Hubert nie patrzył w lustro często, jednak w miarę dobrze wiedział, jak wygląda. I osoba odbijająca się w szybie, to na pewno nie był on. Ich uszy były takie same i generalny kształt twarzy też. Jeśli ktoś spotkałby ich dwóch przelotnie na ulicy, to nie byłby pewny, który z chłopaków to Hubert. Jednak on wiedział. Było to trochę jak patrzenie na niesamowicie podobnego do ciebie kuzyna. Kształt oczu, w które chłopak patrzył był inny niż jego, tak samo jak fryzura, którą miał. Jego włosy wyglądały na zdecydowanie lepiej zadbane niż te, do których był przyzwyczajony. Jakby nigdy nie przeżyły codziennego od ośmiu lat żelowania, żeby stały praktycznie pionowo na głowie. Do tego wszystkiego był również nałożony fakt, że ta nowa, nieznajoma twarz była pobita, a jeśli Hubert był czegoś pewien w tamtym momencie to tego, że poprzedniej nocy w klubie go nie pobili.
Podniósł on więc rękę do twarzy, dotykając siniaków na czole, krzywiąc się, kiedy okazały się prawdziwe.
– Co tu się do cholery dzieje? – zapytał sam siebie, patrząc się w swoje odbicie, jakby było zaczarowane. W końcu nie często się widzi, że twój głos wychodzi z twarzy kogoś innego.
Potem spojrzał w prawo, mając na celu zejść na jedno z niższych pięter i podskoczył w miejscu, kiedy zobaczył, że stała tam pielęgniarka.
– Czy jest jakiś problem? – zapytała. Wyglądała na dziewczynę mniej więcej w wieku Huberta. Miała długie blond włosy i była od niego trochę niższa. – Mogę jakoś pomóc?
– Eee – Hubert zaciął się nieco. – Nie sądzę? – chłopak chciał ją wyminąć i spokojnie udać się na dół, jednak kobieta zastąpiła mu drogę.
– Czy na pewno wszystko w porządku? Nie wygląda Pan najlepiej – stwierdziła, na co Hubert uśmiechnął się krzywo.
– Nie wiem czy ktokolwiek z siniakami na twarzy wygląda dobrze – powiedział. Znowu spróbował przejść i znowu jego droga była zastawiona. – Może się Pani przesunąć?
– Nie powinien Pan wychodzić jeszcze z łóżka – upomniała go, na co Hubert tylko wywrócił oczami. – Może się Pana stan jeszcze bardziej pogorszyć. A jeśli puszczą Pana szwy, to zarobi Pan sobie kolejny tydzień w łóżku.
Chłopak westchnął ciężko, stwierdzając, że nie ma sensu kłócić się z pielęgniarką, która tylko wykonywała swoją pracę.
– Jeśli chce Pan zostać w tym świecie, powinien się Pan bardziej starać utrzymać iluzję normalności.
– Co?
– Co? – pielęgniarka wielkie oczy i pokiwała powoli głową. – Okej, zabrzmi to dziwnie, ale wiem, że nie jest Pan Panem Damianem. Jednak radzę Panu zacząć udawać, gdyż niedługo nie tylko ja to zauważę.
– …co?
– Nie często mamy tutaj pacjenta, który traci wspomnienia po dźgnięciu nożem. Szczególnie bez poprzedniej historii problemów neurologicznych.
– Przecież obudziłem się jakąś godzinę temu… skąd ty możesz to wiedzieć? – zapytał Hubert, porzucając standardową grzeczność wobec innych. Coś mu bardzo nie pasowało.
– Wystarczy powiedzieć, że pańska matka jest bardzo zaniepokojona pańskim stanem – stwierdziła dziewczyna, po czym się poprawiła – albo matka ciała, w którym Pan się znajduje.
– Różne ciała, różne światy, o czym ty mówisz? – Hubert był zdezorientowany. Wiedział, że osoba w odbiciu to nie był on, jednak dziwne było usłyszeć to z ust kogoś innego. Zam
– Może jednak nie tutaj? Korytarz nie wydaje mi się najlepszym miejscem, żeby rozmawiać o takich rzeczach.
***
– Czyli mówisz, że umarłem? – zapytał Hubert patrząc do góry na dziewczynę, która siedziała na jakimś murku. Znajdowali się oni na dachu, gdzie pielęgniarka wpuściła ich dodatkowym kluczem.
– Dokładnie – powiedziała kiwając głową.
– I ktoś inny też umarł.
– Tak jest.
– Więc zamieniliśmy się ciałami?
– Mniej więcej – stwierdziła pielęgniarka (która kazała mówić na siebie Julia, jak się Hubert dowiedział podczas ich wycieczki na dach). – Musiała to być odpowiednia kombinacja czynników. W końcu nie zamienisz się ciałami z byle kim – powiedziała, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. – Nie dość, że wasza dwójka musi umrzeć przez te same czynniki, jak np. ty, który nadziałeś się na pręt, tu również musiało się stać coś podobnego. Jak nadzianie się, albo dźgnięcie przez osobę trzecią. Do tego wasza dwójka musi być kompatybilna.
– W jakim sensie? – zapytał Hubert.
– Myśl o tym jak o twojej bratniej duszy z innego uniwersum, której nigdy nie spotkasz, i o której nie będziesz nigdy wiedzieć, chyba że, jak mówiłam wcześniej, umrzecie w podobny sposób – dziewczyna zeszła z murka i zaczęła się przechadzać w jedną i drugą. – Musi was łączyć coś typu ten sam kształt ucha, zębów, czy ten sam odcisk palca. Czasami się zdarza, że wasza dwójka jest bardzo podobna do siebie. Jak mówiłeś wcześniej ty i Damian nie różnicie się jakoś bardzo. Jednak patrząc w lustro masz wrażenie, że coś jest nie tak.
Hubert pokiwał głową w zamyśleniu. Powoli zaczynał rozumieć co się działo, mimo iż wszystko zdawało się tak nieprawdopodobne, że chłopak nie był pewny, czy nawet jego śpiący umysł wymyśliłby taką fabułę. – Więc – zaczął ostrożnie – jak wrócić?
– To też różni się w zależności od tego, kim jesteś i z kim się zamieniłeś. – powiedziała pielęgniarka. – Czasami jest to naprawienie jakiejś relacji lub rozwiązanie problemu, który miał oryginalny właściciel twojego ciała. Większość z nas lubi myśleć o tym, jak o drugiej szansie. Jest to trochę jak odpokutowywanie grzechów.
– Większość z nas? – zapytał Hubert, na co dziewczyna zatrzymała się. – Myślałem, że nie jest to częsty fenomen.
– Ludzi, którzy zamienili się ciałami jest o wiele więcej niż ci się zdaje. W tym szpitalu znajdujemy około dwie osoby rocznie, a w samym mieście miejsc, które przyjmują rannych jest więcej niż jedno. Licząc wszystkie przychodnie, szpitale i mniejsze kliniki. – pielęgniarka wyliczała na palcach. – Teraz jest wszystkich łatwiej znaleźć, jak już się wie, czego szukać. Kiedy ja tu trafiłam nasz system był o wiele mniej rozbudowany. Kilka miesięcy zajęło mi znalezienie chociażby jednej osoby w podobnej sytuacji.
– Musiało być ciężko – powiedział chłopak, nie do końca mogąc sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby musiał odkrywać wszystko na własną rękę.
– Dlatego moim zadaniem teraz jest sprawienie, żeby nowi podróżnicy, tacy jak ty, mieli łatwiej.
– Mówiłaś też, że sposób na powrót zależy od tego, w jaką osobę się zmieniło – Hubert wrócił do poprzedniego tematu.
– Oprócz tych, które wymieniłam, jest jeszcze jeden problem, który może ci przyjść rozwiązać, jednak szczerze wątpię, że o to chodzi, gdyż ten typ jest niezwykle rzadki – pielęgniarka podeszła do chłopaka. – Możliwe jest, że osoba, w której ciało weszłeś, umarła ze względu na morderstwo. Wtedy jedyną opcją jest je rozwiązać. Jednak to się nie zdarza często – spróbowała go uspokoić dziewczyna, widząc, że z jego twarzy odpływa krew. – A to dlatego, że zawsze potrzebujesz do tego drugiej osoby.
– W jakim sensie?
– Tylko jeśli zostałeś zamordowany ty i przynajmniej jedna jeszcze osoba, która zmieniła ciało, rozwiązanie tego morderstwa jako klucz powrotny jest do zastosowania.
– I jesteście tego pewni?
– Na sto procent – powiedziała dziewczyna. – Więc nawet jeśli twoje dźgnięcie w tym świecie to nie był przypadek, to nikt inny, kto przeszedł pomiędzy ciałami, nie został zamordowany przez tą samą osobę. Więc automatycznie nie masz co się martwić, że będziesz musiał się wkręcać w jakieś kryminalne sprawy.
Hubert zmarszczył brwi. – Więc w tym świecie ktoś mnie dźgnął. Damian nie nabił się na pal samodzielnie?
– Z tego co mówili jego koledzy kiedy go karetka przywiozła, ktoś wpadł na nich kiedy szli do klubu. I dźgnął Damiana w ten sposób. Jednak patrząc na to, w jakim pokoju umieścili go rodzice, wygląda to jedynie na śmierć, która wyniknęła z niefortunnej próby rabunku – pielęgniarka wzruszyła ramionami. – Policja też się jeszcze nie pojawiła, żeby kogokolwiek przesłuchać, więc wygląda na to, że tego, kto mu to zrobił, już złapali.
Hubert pokiwał głową powoli. To go trochę uspokoiło. W końcu nie miał on zamiaru biegać za jakimś mordercą, wystawiając się na prawdopodobieństwo ponownej śmierci, zanim w ogóle będzie mieć szansę wrócić do swojego ciała. Jednak taki obrót spraw oznaczałby, że chłopak nie musiałby się zastanawiać, jaki to problem miał rozwiązać, żeby wrócić. Takie bogate dzieci jak Damian miały na pewno mnóstwo wrogów i problemów, które by nawet Hubertowi przez myśl nie przeszły.
Zdecydował on, że zastanowi się nad tym głębiej jak już zakotwiczy się nieco bardziej w realiach tego nowego świata. Napewno wartoby było wpierw poznać życie, które miał od teraz wieść, zanim zacząłby je naprawiać.
– Ja już ci powiedziałam, jak na mnie mówili w Pierwszym Świecie – powiedziała Julia. – Ty też masz jakieś imię, bo trochę ciężko się połapać w tym, który z was to ty, a który to Damian.
– Ah tak, sorry za to – chłopak poprawił się i formalnie wyciągnął rękę do dziewczyny. – Hubert jestem.
– Miło cię poznać Hubert. Jeśli tylko będziesz mieć jakieś pytania, zawsze możesz do mnie śmiało zawitać.
– Na pewno zapamiętam.
