Actions

Work Header

antykwariat pod klepsydrą

Summary:

lafayette nagle trafia do więzienia. kosciuszko chce się dowiedzieć za co, ale każdy mu jedynie utrudnia kontakt z przyjacielem. tadeusz domyśla się, że coś większego za tym stoi...

Work Text:

pierwsze co kosciuszko zrobil, gdy usłyszał o skierowaniu lafayetta do więzienia, bylo pobiegniecie do szpitala. kordian, jak zawsze, byl w swojej sali, ale nie wygladal dobrze. wygladal starzej i słabiej przez swoje posiwiałe wlosy, a jego oczy juz nie błyszczały tak jak dawniej.
"wiesz cos o lafayeccie? czemu jest nagle w więzieniu? co on zrobił...?" zapytal zdyszany kosciuszko, podbiegając do łóżka kordiana.
"nie mam pojęcia... chcesz miętusa? od Konstantego" odparl ponuro kordian.
kosciuszko odmowil i szybko się pożegnał, domyślając się, że nie wyciągnie żadnych informacji od przyjaciela.
tadeusz obszedl wszystkie komisariaty policji w krakowie (nie wliczajac sklepu alkoholowego pod nazwą "komisariat"), gdy w końcu znalazl ten jeden, w którym siedzial kilka godzin wczesniej lafayette. dowiedzial sie, ze francuz zostal zaaresztowany za 2 morderstwa, bluźnierstwo, kradzież i wiele innych. kosciuszko nie byl w stanie w to uwierzyc, wiec wyciagnal od oficera tajne informacje i znalazl więzienie lafayetta.
podszedl do strażnika i zapytał się, czy moze sie zobaczyc z Marie-Joseph Paul Yves Roch Gilbert du Motier de La Fayette, Marquis de La Fayette.
"Jesteś za niski." odparl strażnik. kosciuszko chciał się z nim kłócić, ale wypędzili go z budynku.
nazajutrz wrocil w 20 centymetrowych obcasach.
"Za ładnie pachniesz." powiedzial tym razem straznik, wypędzając kosciuszke.
na nastepny dzien tadeusz przyszedl w 20 centymetrowych obcasach i śmierdział rybą z karczmy.
"Dzisiaj jestem za głodny."
tadeusz się wnerwił i nawet nie poszedl po tym prosto do domu, tylko do mroza, a że (dalej) tadziu nie wiedzial gdzie jego chlopak mieszka, udał się do jego biura.
"mróz na pewno się tym zajmie... jak on się tylko dowie o tym strażniku to...!"

"Przepraszam, ale nie wydaję mi się, że mogę cokolwiek zrobić z tą sprawą." powiedział mróz, gdy kosciuszko juz do niego przyszedl.
"jak to nie? miałeś wystarczająco wysoką pozycję, żeby zwolnić Dmowskiego z pozycji ministra spraw zagranicznych, gdy Narutowicz rządził republiką... teraz gdy Konstanty jest królem, jesteś jego prawą ręką..." mróz na to tylko westchnął, wracając do pisania jakichś dokumentów do sądu. kosciuszko się wkurzyl.
"mówię coś do ciebie...!!!" powiedzial, prawie krzycząc. "proszę cię tylko o to, żebyś powiedział temu jednemu głupiemu strażnikowi, żeby mi pozwolił się zobaczyć z moim przyjacielem..."
mroz przerwal kosciuszce, nie odrywajac wzroku od kartki przed sobą. "Nie musisz się z nim widzieć."
kosciuszko juz nie wytrzymywał. "to ty za tym wszystkim stoisz?!? myślisz, że ---"
"Nie, nie stoję za tym." mroz znowu przerwal tadeuszowi, tym razem szybciej niz poprzednio. "Po prostu nie uważam, że powinieneś rozmawiać z mordercą." zachowywał się tak, jakby go to w ogóle nie interesowało.
tadeusz zalał się łzami i wyszedł z biura, trzaskając drzwiami.

kosciuszko zdecydowal, że skoro nie może pomóc lafayettowi, a obraził się na mroza, to przenocuje u pułaskiego (żeby jeszcze mróz nie przyszedl do niego do domu w nocy, błagając o przebaczenie).

gdy mężczyźni szli spac po wielu szotach wódki, pułaski nagle pstryknął palcami. "ach! miałem ci coś powiedzieć, Tadziu. w niedzielę robimy z chłopakami heist dworca kolejowego pod Orzeszkowem. jedziesz z nami?"

oczywiście Tadeusz się zgodził i w niedzielę wraz z pułaskim, trauguttem i napoleonem jechali pociągiem w stronę orzeszkowa.
mężczyźni siedzieli nachyleni do siebie, szepcąc jakieś rzeczy na temat planu. oczywiście wyglądali bardzo podejrzanie (byli ubrani na czarno w białe paski, mieli kominiarki i czapki na glowie. bylo widac tylko ich oczy), ale o dziwo, nikt wtedy nie jechal do orzeszkowa, więc nie musieli się starać.
"dobrze, zaraz powinien zostać zrealizowany krok 1. przygotujcie się, a ja sobie w sumie strzelę drzemkę..." szepnął napoleon, rozglądając się po pociągu podejrzliwie, a potem zamykając oczy na kilka chwil.
nagle pociąg zahamował, a traugutt wstał.
"to twoja chwila, Traugutt!" szepnął podekscytowany pułaski, wystawiając kciuka do przyjaciela.
traugutt przytaknął, po czym pobiegł w stronę konduktora.
zanim pociąg zahamował, na tory wbiegła Eliza Orzeszkowa, ktora zaczęła krzyczeć, ze pociąg ma się zatrzymać, bo w następnej wsi jest zakaz spalin pociagowych.
konduktor się wkurzył i wysiadł, krzycząc na kobietę, żeby zeszla z torów. w tej chwili Traugutt wsiadł za kierownicę i przekierował pociąg na tory po drugiej stronie, o mało co nie przejeżdżając konduktora.
przekierowanie pociągu na drugie tory zajęło 3 minuty. normalnie zajęłoby ponad 15 minut, ale traugutt zawodowo przekierowywał pociągi na drugie tory po tym, jak zabrali mu pozycję generała w wyniku kleski powstania styczniowego.
gdy pociąg był na miejscu, kosciuszko, pułaski i napoleon udali się do budynku dworca kolejowego. było trochę ludzi, ale zwrocili na mężczyzn uwagę dopiero wtedy, gdy ci padli na kolana i zaczęli się czołgać po podłodze, najwyraźniej szukając czegoś.
gdy widowisko się zebrało, Napoleon pobiegł na srodek budynku, wywracając dupą w kazdym kierunku, co odwróciło wzrok od pułaskiego i kosciuszki.
po minucie Kościuszko krzyknął "Krzyżacy!!" co oznaczalo przejście do kroku 6 - zwinne opuszczenie budynku.
wszystko się udało i chwilę później trio znalazło się spowrotem w pociągu.
mieli odjechac od razu po dokonaniu heistu, ale...
"czemu pociąg się nie rusza?" zapytal zdenerwowany napoleon, patrząc na zegarek, jakby mial mu jakkolwiek pomóc.
"nie mam pojęcia..." odparl pułaski, zestresowany, o mało co nie łapiąc się za głowę.
kosciuszko wstał, biegnąc do lokomotywy, gdzie powinien siedziec traugutt. w drodze na przód pociągu, Tadeusz zauważył za oknem traugutta z orzeszkową. traugutt palił fajkę, opierając się o pociąg i najwyraźniej podrywał Orzeszkową, która się chichrała.
tadziu zapukał w szybę, odwracajac uwage dwójki od siebie. po chwili kazdy w koncu znalazl sie na pokladzie i pociąg już odjeżdżał.
heist został zrealizowany bezpiecznie i - co najwazniejsze - ukradli to, po co przyjechali.
Kościuszko powoli wyciągnął z kieszeni plastikową torebeczkę, ktora zawierala dla nich cos cenniejszego niz złoto.
"jaki piękny..." szepnal pułaski, zauroczony.
"dumny jestem z nas..." szepnął potem napoleon.
"warto było..." powiedzial na końcu Kościuszko.
w torebeczce był włos najwazniejszego i najlepszego króla polski - michała korybuta wiśniowieckiego. za jego panowania polska byla najwiekszym eksporterem wisni na swiecie i, co za tym idzie, byla najwazniejszym krajem w historii swiata. zaden kraj do tej pory nie przewyższył ważności polski za czasow Wiśniowieckiego.
"szkoda, że tak krótko rządził..." rozmarzyl się pułaski, a kazdy razem z nim westchnął.
"ach, podobno był niesamowicie piękny..." kontynuowal napoleon, po czym kazdy ponownie westchnął.

po zdobyciu włosa wisniowieckiego, fanclub króla wybral się do karczmy na wódkę. orzeszkowa wyszła prędzej, a traugutt wyszedl z nią, żeby ją odprowadzić.
mezczyzni akurat wypijali szota za wolność, gdy do karczmy wleciał piekny, mlody, wdziany w brodę, elegancki, troche sceptycznie wygladajacy, piekielnie goracy, seksowny, troche podejrzliwie wygladajacy, okropnie goracy, atrakcyjny, trochę majacy watpliwosci, goracy nie kawaler, zdecydowanie szlachcic, ale tym razem bez zegarka 24k na nadgarstku.
"Tadeuszu, przebacz mi." zapytał mróz, wpatrując się w oczy chłopaka i ignorując swoją widownię.
"och, remigiuszu...no nie wiem" powiedzial tadeusz, kręcąc palcem swojego loczka.
"Czy Twój ojciec był producentem cukru? Nie? To dlaczego jesteś taki słodki?"
"och...!...." kosciuszko się zarumienił. "...ale chwila. co z lafayettem?"
w chwili gdy kosciuszko spoważnial, mróz już się poddal, odwracając wzrok.
"aha...! więc dalej nie pozwolisz mi rozmawiać ze swoim przyjacielem...! rozumiem!!!" zdenerwowal się kosciuszko, wtykając palca w czolo mroza. "oszaleję przez ciebie! psujesz mi wieczory z fanclubem, do którego a propos dołączyłem dziś i się BARDZO dobrze bawię, psujesz mi reputację, wparując do miejsca publicznego i błagając mnie o przebaczenie, niszczysz mi relacje z przyjaciółmi i - co jeszcze? pewnie kordian osiwiał i zmętniał też przez ciebie!!!" tadeusz juz nie wytrzymywal. był caly czerwony i tak naprawde byl przeciwieństwem oazy spokoju. pułaski go odciągnął od mroza, patrząc wrogo na mężczyznę, a napoleon sam zarządał, aby remigiusz zostal wyproszony z karczmy. niestety napoleon nie mial wystarczająco wysokiej pozycji, aby wyprosić mroza z budynku, ale mróz sam wyszedł. wydawał się być obojętny na to wszystko.

kosciuszko miał plan, aby dalej rozwijać swoje umiejętności i budować większą pozycję w kraju, żeby móc w końcu zobaczyć Lafayetta. akurat konstanty wraz z sądem byli w trakcie pisania konstytucji, która szła im okropnie wolno. tadeusz chcial im pomoc, ale sam za bardzo nie wiedzial co, wiec zdecydowal, ze stworzy cos, co bedzie myślało za niego. tadeusz zbieral materialy caly dzien, a całą noc pracował nad swoim wynalazkiem. gdy w koncu skonczyl, pierwsze co rano zrobil to pójście do siedziby konstantego.

"Co mi przyniosłeś, Tadeuszu?" zapytal konstanty, siadając do kawy z Kościuszką. Kościuszko położył na stół ołówek.
"proszę, spójrz na to." tadeusz byl pewny siebie. król obrocil w ręku ołówek, sprawdzając każdy centymetr. ostatecznie położył go spowrotem na ławę. "Nie rozumiem." rzekł, wzdychając.
"popatrz..." tu kosciuszko wyszczerzył zęby. "jeśli zaczniesz coś pisać i nagle utkniesz..." Kościuszko tłumaczył, pisząc coś na kartce papieru. "... ołówek zacznie pisać za ciebie." i olowek faktycznie zaczął pisać coś zbyt zaawansowanego, jak na umysł kosciuszki.
ołówek mial prosty mechanizm, ale tylko najlepszy z inżynierów mógł taki wynaleźć. mozliwe tez, ze byl taki swietny przez funkcję napędu uranem. tu kosciuszko upiekl dwa pieczenia na jednym ogniu, bo jednocześnie zapewnial popyt na uran.
"wynalazlem go dla kraju. wiem, że pisanie konstytucji nie jest łatwe, a zwłaszcza dla ciebie, jako rosjanin..."
konstanty byl wniebowzięty. "Naprawdę dziękuję, Tadeuszu. Masz rację, ciężko jest mi przelać takie zaawansowane treści na papier, a zwłaszcza po nie moim języku..." konstanty się ucieszył, podając rękę Kościuszce. "Twoje starania nie pójdą na marne."

dokladnie 4 dni po aresztowaniu lafayetta, kosciuszko dostal dwa listy. jeden z więzienia, a drugi od slowackiego i mickiewicza. tadeusz wolal zostawić wazniejsze informacje na koniec, więc najpierw przeczytał list od wieszczów.
"Drogi Tadeuszu!
Wysyłamy Ci z Julkiem list, aby powiadomić Cię o adopcji naszego pierwszego dziecka - Zofii. Gdybyś miał wolną chwilę, zapraszamy do nas na kawę lub herbatę z nami i z Zosieńką.
Chcieliśmy również przekazać informacje i prezent od Francuza, który cię zna. Kilka dni temu przyszedł do nas, bardzo roztargniony, i się krótko przedstawił jako Twój przyjaciel. Kazał przekazać Tobie złoty zegarek, którego wrzuciliśmy do koperty. Wtedy coś powiedział po francusku, ale go nie zrozumieliśmy, gdyż z Julkiem się dopiero zaczynamy uczyć francuskiego.
Gdyby Twój przyjaciel chciał nas poduczyć swojego języka, przyjdź z nim do nas.
Bisous, Julek, Adaś, Zosieńska i Norwid."
Kościuszko sięgnął do koperty, wyciągając złoty zegarek. rozpoznał go od razu - to był R-O-L-E-K-S mroza.
"och...! ale skąd lafayette ma zegarek mroza...? najwyrazniej go wziął zanim dostał skierowanie do więzienia... hm, podczas bitwy słownej mroz jeszcze mial swoj zegarek..." kosciuszko mamrotał sobie pod nosem, biorąc pod uwagę każdą możliwą opcję. R-O-L-E-K-S zostal wyslany kosciuszce nie bez powodu - to na pewno byl jakis znak, albo jakaś wiadomość...
Kościuszko zaczął obracać zegarek, sprawdzając kazdy jego kącik i zakamarek. odkręcał zegarek, po czym spowrotem go skladał. w końcu zauważył, że jeden z diamentów się rusza. tadeusz wziął swoje specjalne okulary powiększające do wynalazków i uważnie wyciągnął diament. pod nim było wyryte niesamowicie małe, ledwo zauważalne słowo - "krakus".
z jednej strony tadeusz sie cieszyl, ze znalazł wiadomość, ale z drugiej strony... co to mogło oznaczać?

tadeusz wybrał się więc do biblioteki imienia wincentego witosa i od razu zaczął szperać w różnych książkach - od książek biologicznych, astronomicznych i chemicznych po słowniki, lektury szkolne i książki do gotowania.
zastanawiając się nad znaczeniem (a dokladniej czytając skąpca moliera) "krakusa", mysli kosciuszki na chwile zeszly na inną drogę. przypomniała mu się zosieńka - córka mickiewicza i Słowackiego. pewnie pójdzie do szkoły, ale skoro raczej będzie humanistką, nie pójdzie jej za dobrze z matmą... i tu kosciuszko wpadl na pomysl: ołówki ściągi będą dostępne na terenie calej republiki polsko-rosyjskiej i będą sprzedawane za jedną kartkę mięsa. zwykły ołówek ściąga będzie mial ograniczone możliwości i aby napisać nim coś szczegółowo z konkretnego tematu, należy dokupić dodatek do ołówka, który będzie kosztował kolejną kartkę na mięso. w ten sposób tadeusz nie tylko się wzbogaci, ale jeszcze zapewni rozwój gospodarczy swojemu państwu...!
kosciuszko juz prawie całkiem zapomnial o "krakusie", gdy nagle przyszło mu na myśl rozwiązanie - to było oczywiste, "krakus" przecież oznacza
K - krakow jest w powaznym niebezpieczeństwie,
R - remigiusz mróz obserwuje kazdy twoj krok,
A - antykwariat to dobre miejsce na spotkanie,
K - kup mi cos przy okazji,
U - ulubiony owoc to pomidorek,
S - sialalala.
jak Kościuszko mógł na to nie wpaść?
tadeusz poleciał do jedynego antykwariatu w krakowie, nie myśląc za dużo o "krakusie". nie wiedzial o co chodzi, ale mial nadzieje, ze znajdzie jakiekolwiek odpowiedzi w antykwariacie.

za ladą stał drakula.
"Dzień dobehy! Czego pan pothebuje?" zapytal z radością drakula, nie wymawiając literki R.
"dzień dobry... szukam czegoś związanego z pomidorami... jest tu coś?"
"Ah! Już podaję, " drakula wyszedł zza lady i pochylił się nad kosciuszką, szepcąc "słyszałem o panu od Lafayetta. Nie mahtw się, idzie ci dobhsze...!"
drakula poszperał w jakimś pudełku, po czym wyciągnął zakurzoną książkę, a raczej dziennik czy pamietnik. sprzedawca zdmuchnął kurz, podając dziennik tadeuszowi. kosciuszko juz mial go otwierać, zaciekawiony i zarazem zdezorientowany, ale drakula szybko go zatrzymał.
"Nie tehaz. Tylko w bezpiecznym miejscu, najlepiej nie u siebie w domu... W jakimś lasku poza miastem."
Kościuszko podziękował wampirowi, już prawie wychodząc ze sklepu.
"Ah! Głupi ty, czy co? Chowaj to, za płaszcz...! Nikt nie może tego zobaczyć, nie wyciągaj tego nawet wtedy, gdy myślisz, że nikogo nie ma...Tylko w lasku."

kosciuszko w pośpiechu wybrał się do pierwszego lepszego lasku poza miastem i, po zdecydowaniu, że jest sam, usiadł na trawie.
wyciągnął z pod płaszcza dziennik. na pierwszej stronie był podpis: Aleksander Hamiltoński.
tadeusz o mało co nie rzucił swoją nową zdobyczą. wszystkie jego najgorsze wspomnienia wróciły niemalże natychmiast, przyprawiając bohatera o spory ból głowy - i serca.
przypomniały mu się czasy swojego małżeństwa z owym Hamiltońskim, o których starał się jak najbardziej zapomnieć przez całe swoje życie. najwyraźniej lafayette o tym wiedział i chciał, żeby kosciuszko się pogodził ze swoją przeszłością.
po dłuższej chwili i kilku głębokich wdechach i wydechach, Kościuszko otworzył dziennik i zaczął go czytać.

Series this work belongs to: